"Zobaczyć morze" z pokładu "Zawiszy Czarnego"

Zakończyła się w Gdyni siódma już edycja akcji „Zobaczyć morze” wymyślonej przez działacza i żeglarza Romana Roczenia. Od 2006 roku w jej ramach na pokład „Zawiszy Czarnego” okrętują niewidomi i niedowidzący – 274 osób od początku akcji. W kończącym sezon jesiennym rejsie po Bałtyku, w składzie 24-osobowej załodze szkolnej, połowę stanowili niewidomi.

„Kto nie widzi przeszkód ?” – na tak zadane w mesie przez  bosmana Roberta pytanie, wszyscy podnoszą ręce. Nic dziwnego – bo nie widzą wszyscy –  to rejs niewidomych żeglarzy.
 
- Gdy któregoś dnia w warszawskim klubie kapitan Janusz Zbierajewski  zapytał mnie czy popłynąłbym z niewidomymi żeglarzami, odpowiedziałem – w życiu nie widziałem niewidomego żeglarza – wspomina Jurek, oficer na „Zawiszy Czarnym”.
Janusz na to – jeden przed chwilą siedział z nami przy stoliku.  
- To był Romek Roczeń, zupełnie nie zorientowałem się, że nie widzi. I zdecydowałem się popłynąć z nimi. Odtąd jestem tutaj regularnie.
 
Jurek ma w Warszawie firmę produkującą super obrabiarki do metalu, Andrzej – też oficer na „Zawiszy” - jest renomowanym finansistą, pracuje dla agencji rządowych, Robert – bosman, współorganizator rejsów – szefuje firmom spedycyjnym. Wszyscy widzą, ale niezwykle cenią sobie pływanie z niewidzącymi. Każdy rejs to spotkanie z przyjaciółmi, spotkanie na które czekają, które jest  oddechem i radością.
 
Co robicie na co dzień ? – na takie standardowe dziennikarskie pytanie ci, którzy „nie widzą przeszkód”, odpowiadają ze śmiechem – „wyplatamy szczotki i koszyki”. To oczywiście żart, odniesienie do stereotypu niepełnosprawnych nadających się jedynie do najprostszych czynności.  A naprawdę?
Paweł jest perkusistą i przewodnikiem w międzynarodowym projekcie „Niewidzialna Wystawa”; Karolina skończyła Akademię Muzyczną, jest dyrygentem chórów; Andrzej pracuje w ochronie – przy komputerze analizuje i wyszukuje zagrożenia; Marta jest psychologiem.  
 
Dlaczego pływają ? Bo naprawdę chcą zobaczyć morze. Poczuć wiatr, szum fali za burtą, łopot żagli, czuć opór steru podczas ciężkiej pogody. I być z sobą, na jednym pokładzie, pełnić wachty, i śmiać się podczas wieczornych rozmów w mesie.  
 
Równie niezbędnym w tej akcji jak „Zawisza Czarny” jest kapitan Janusz Zbierajewski. Patrzy wraz z nimi w morze od samego początku. Prowadził żaglowiec w tych integracyjnych rejsach już 14 razy. Docenia wysiłek i pasję tych wiernych żeglarzy. I nawet jak czasami mówi „źle to widzę” – to wiadomo, że jest to jeszcze jeden żartobliwy kalambur.
 
Od początku akcji fundacja „Gniazdo Piratów”, organizująca rejsy, współpracuje z Centrum Wychowania Morskiego ZHP - armatorem „Zawiszy Czarnego”. Żaglowiec przez ok. 1 miesiąc w sezonie służy niewidomym żeglarzom. Nabór prowadzą za pośrednictwem internetu, utrzymują kontakt ze szkołami dla młodzieży z dysfunkcją wzroku, i wciąż szukają mecenasów gotowych pomóc im zobaczyć morze.

Pływają nie tylko po Bałtyku. Minionego lata mieli uczestniczyć w ostatnim etapie regat The Tall Ships’ Races na trasie z La Coruna do Dublina. Skończyło się niestety na „rejsie cumowniczym” jak żartują. Na „Zawiszy” odmówił posłuszeństwa wysłużony silnik – po 4 godzinach rejsu, 2 mile morskie od brzegu. Z konieczności kończyli więc swoją tegoroczną, żeglarską przygodę na burzliwym, chłodnym, jesiennym Bałtyku.

Planują już przyszły sezon. W sierpniu popłyną na trasie Szczecin, Oslo, Sztokholm, Gdynia, bo przecież nie widzą przeszkód.

kpt. Janusz Zbierajewski W mesie żaglowca szkolnego "Zawisza Czarny" - od lewej - Paweł, Karolina, Andrzej, Marta.

A+  A-